mapa strony - reklama - kontakt

Logowanie

zarejestruj się | zapomniałeś hasła?

Newsletter

Wiele hałasu... o nic?

Aleksandra Kajda

01-07-2011

1 lipca 2011 r. – data objęcia przez Polskę półrocznej prezydencji w Unii Europejskiej. Wydarzenie to promowane jest z wykorzystaniem przez specjalnie stworzone logo oraz film autorstwa Tomasza Bagińskiego. Oba elementy wzbudzają spore kontrowersje i są szeroko komentowane przez opinię publiczną. Czy jednak jest się o co sprzeczać?
Na straganie, w dzień targowy…
Ujawnione w połowie maja logo polskiej prezydencji składa się z pięciu kolorowych, skierowanych w górę strzałek. Wszystkie strzałki stykają się ze sobą, a przy ostatniej, czerwonej, znajduje się polska flaga stylizowana na tę znaną z logo Solidarności. Poniżej znajduje się adres odsyłający do strony internetowej - PL2011.eu
 
 
Jak przekonywał szef rządu Donald Tusk w trakcie konferencji prezentującej oficjalny znak prezydencji, „logo wyraża istotę tego, co w Polsce się stało przez ostatnie 20 lat. Dziedzictwo Solidarności powinno znaleźć wyraz w naszych działaniach i priorytetach podczas prezydencji”. Autorem grafiki jest Jerzy Janiszewski, ceniony na całym świecie scenograf i grafik, twórca logo NSZZ Solidarność. W założeniu logo prezydencji symbolizować ma zjednoczenie i solidarność z Europą, energię Polski i jej dynamiczność.
W dyskusji, która toczyła się w niemal wszystkich branżach i środowiskach, zdania co do trafności przyjętego sposobu obrazowania są jednak podzielone. Graficy i projektanci chwalą ciekawą formę i odejście od dotychczasowych schematów widocznych w projektach innych państw przewodniczących Unii, które najczęściej skupiały się na eksponowaniu swoich barw narodowych. Jednak wśród „zwykłych” odbiorców znacznie częściej pojawiają się głosy, że strzałki skierowane w górę oznaczają podwyżki cen, płot, który niegdyś przeskoczył Lech Wałęsa czy ludzi bez głów trzymających się za ręce.
Niewątpliwym plusem całej sytuacji jest uwidoczniona tu kreatywność Polaków, przekładająca się na mnogość prezentowanych interpretacji. Wątpię jednak w to, że twórca symbolu właśnie tę cechę naszego narodu chciał wyeksponować. Laikom trudno wytłumaczyć stare, choć niejednokrotnie doceniane i wciąż stosowane zasady tworzenia symboli i znaków firmujących ważne wydarzenia czy marki. Przyzwyczajeni do prostych, wręcz technicznych form, którymi często posługują się nowoczesne i dopiero wchodzące na rynek firmy tak naprawdę nie zwracamy już na nie uwagi. Dopiero opinie innych, wyrażane w sposób głośny i zdecydowany (czasami wręcz bardziej przypominający kupieckie pokrzykiwania niż poważną dyskusję), potrafią zwrócić naszą uwagę na rzeczy, nad którymi zwykle przechodzimy obojętnie.
Taneczny krok prezydencji
Równie kreatywne pomysły i reakcje, jak te dotyczące opisanego powyżej logo, towarzyszą opublikowanemu kilka dnia temu filmowi promującemu naszą prezydencję. Animacja stworzona przez reżysera i animatora Tomasza Bagińskiego (twórcę nominowanej do Oscara Katedry) we współpracy ze znanym choreografem Agustinem Egurrolą, to kilkuminutowa wizja Polski i Unii Europejskiej połączonych we wspólnym tańcu, który zmienia otaczający świat. Polska – tym razem dość niestandardowo reprezentowana przez mężczyznę - „prowadzi” Unię pewnym, tanecznym krokiem i dzięki temu nie tylko unowocześnia i ożywia wszystko dookoła, ale także sprawia, że w finale na bezosobowej i nieco smutnej twarzy partnerki gości nieśmiały uśmiech.
Cały filmik zobaczyć można tutaj
Sam Bagiński twierdzi, że „bohaterem prezydencji jest Polska. Unia Europejska to wielka idea i przyszłość Europy, ale dla nas, teraz tutaj to Polska jest bohaterem i tak też jest w naszym filmie. To Polak jest inicjatorem zdarzeń w filmie i to on dokonuje przemiany rzeczywistości”. Wszystko ujęte w całość – w opinii artysty - czytelną nie tylko dla Polaków, ale i dla mieszkańców innych państw, dzięki uniwersalnej alegorii tańca i współpracy. Wszystko wskazuje jednak na to, że trudno te wnioski wyciągnąć nie wiedząc „co autor miał na myśli”.
O ile docenić trzeba pracę i czas poświęcony na przygotowanie całej animacji (nad filmem przez 9 miesięcy pracował zespół 20 artystów i grafików) oraz warsztat, jakim dysponowali twórcy, na forach i w komentarzach pojawiają się głosy świadczące
o niezrozumieniu ich wizji. Internauci rozpatrują i podważają trafność niemal wszystkich użytych w animacji środków (włącznie ze wzorem graficznym widniejącym na koszuli głównego bohatera) i usilnie starają się powiązać zastosowane idee i przenośnie
z wydarzeniem, które film ma promować. Póki co – bez większych rezultatów, ponieważ film często typowany jest jako nowa czołówka popularnego show tanecznego. Słów krytyki nie szczędzą również specjaliści z branży graficznej i marketingowej, którzy – choć nie podważają kompetencji Bagińskiego i jego zespołu – na samym filmie nie zostawiają właściwie suchej nitki.
Nie ma się czemu dziwić – genialny animator przyzwyczaił nas swymi pracami do tego, że tworzy miniaturowe arcydzieła (jak choćby Animowana historia Polski), zachwycające formą i grafiką, stworzone wokół spójnej idei, którą widz bez trudu odnajduje i interpretuje zgodnie z zamierzeniem twórcy. W spocie towarzyszącym prezydencji trudno te elementy znaleźć – filmowi nie można odmówić poprawności wykonania, jednak opowiedziana historia zamiast zachwycać, prowokuje do nadmiernych i często wybujałych analiz. Gdzie leży przyczyna takiego stanu rzeczy możemy się jedynie domyślać – pracując z różnymi klientami i zamawiającymi niejednokrotnie możemy przekonać się o wyższości ich wizji projektu nad wszelkimi propozycjami wykonawcy oraz o jego nieugiętości wobec nawet najbardziej racjonalnych argumentów. Czy jednak w tym przypadku była to nadmierna ingerencja klienta czy wykonawcy po prostu zabrakło pomysłu na zrealizowanie tego projektu (zdarzyć się może każdemu, nawet najlepszym), to wiedzą tylko oni. Nam pozostaje oglądanie efektów ich współpracy.
Człowiek człowiekowi…
Ponoć o gustach się nie dyskutuje, a fakt tak żywiołowej reakcji wiązanej
z prezentowaniem elementów promującymi naszą prezydencję w Unii Europejskiej powinien cieszyć zamiast smucić, należałoby się zastanowić czy całe zamieszanie i towarzyszący mu szum informacyjny nie zmieniają powagi i rangi, jaką jest przewodniczenie międzynarodowej organizacji. Tocząca się w mediach i Internecie dyskusja łatwo bowiem może przerodzić się z merytorycznej wymiany zdań i opinii (w przypadku mediów) w tak charakterystyczne i nader często obserwowane w Internecie jałowe prześciganie się i ubliżanie przeważnie anonimowym zwolennikom innego punktu widzenia, niż nasz. Szkoda by było, żeby właśnie ten obraz – ludzi wiecznie skłóconych i niezadowolonych – towarzyszył nam w momencie objęcia przez Polskę unijnego przewodnictwa. Bo przecież nie od dziś wiadomo, że jak Cię widzą, tak Cię piszą. A w całym tym zamieszaniu umykać zdaje się fakt, że w prezydencji promocja stoi jeśli nie na drugim, to nawet na znacznie bardziej odległym planie - najważniejsze są przecież decyzje polityczne, gospodarcze i społeczne. Miejmy nadzieję, że na tym polu Polska poradzi sobie znacznie lepiej, niż w sferze marketingowej.
 
Przy opracowywaniu tekstu korzystałam z nastepujących artykułów:
1, 2, 3, 4

Komentarze

gość wortalu: ZbyfdlxJ 2011-07-13 19:41

Cool! That's a clever way of lokonig at it!

Odpowiedz Zgłoś moderatorowi

gość wortalu: uJlqeMloAxdk 2011-07-14 10:35

kY9IQL <a href="http://omglgzoqpfpp.com/">omglgzoqpfpp</a>

Odpowiedz Zgłoś moderatorowi

gość wortalu: wWxVCwaTXLLWsqyyeSu 2011-07-14 15:07

3SbqJH , [url=http://vfzxzfwlaxkp.com/]vfzxzfwlaxkp[/url], [link=http://yyfotnulkbfg.com/]yyfotnulkbfg[/link], http://egqrwqqxwqqo.com/

Odpowiedz Zgłoś moderatorowi

Dodaj komentarz

Osobiste wycieczki nie są dozwolone. Zapoznaj się proszę z naszą polityką komentarzy.


Partnerzy strategiczni: