Obiegowe motto PR “O rozgłaszaniu dobrych uczynków” jest źródłowo fałszywe

21 maja, 2009

W wielu popularnych podręcznikach o public relations, a za nimi także licznych studenckich pracach dyplomowych i polskojęzycznych tekstach internetowych spotkać można powoływanie się na rzekomą biblijną zasadę: “o dobrych uczynkach i ich rozgłaszaniu, nie zapominajcie”. Podawane jest źródło cytatu: List do Hebrajczyków (13-16).  Otóż tego zdania nie ma ani w Liście do Hebrajczyków, ani w żadnej innej części Biblii.

We wskazanym miejscu jest natomiast zdanie (tłumaczenie za: Grecko-polski Nowy Testament, Warszawa 2003) : “Zaś o dobroczynności i wspólnocie nie zapominajcie, z takich bowiem ofiar jest zadowolony Bóg.” (W tłumaczeniu online.biblia: “Nie zapominajcie o dobroczynności i wzajemnej więzi, gdyż cieszy się Bóg takimi ofiarami.”). List, zawierający między innymi to zdanie, został napisany przez apostoła Pawła i był skierowany do pierwszych chrześcijan. Namawiał do zachowania skromności i niesienia pomocy bliźniemu. Nie miał nic wspólnego z pochwałą próżności czy nawoływaniem do autopromocji.  Powinniśmy więc usunąć to błędne zdanie z wszystkich publikacji, gdyż jest kompletnie fałyszywe i niezasłużenie przypisuje pierwszym chrześcijanom dążenie do samochwalstwa jeśli nie samouwielbiania. Nieprawdopodobne, bo niechrześcijańskie  w tamtych czasach. Po dalszych poszukiwaniach znajdziemy natomiast, że w Pierwszym Liście Apostoła Piotra zamieszczono zdanie, które można byłoby uznać za znakomitą przestrogę dla wyznawców tzw. “czarnego PR” (i polityków). Brzmi następująco: “Bo kto chce być zadowolony z życia i oglądać dni dobre, ten niech powstrzyma język swój od złego, a wargi swoje od mowy zdradliwej” (1P 3, 10 - Biblia warszawska).

O nieuzasadnionym powoływaniu się na fałszywe źródło “Listu do Hebrajczyków” usłyszałem na ostatnim, VIII Kongresie PR w Rzeszowie. Poinformowała nas o tym pani Elżbieta Bukowiec z krakowskiej firmy ENION Energia Sp. z o.o. Dziękuję za to odkrycie. Sprawdziłem Biblię i teraz gratuluję pani Bukowiec wytrwałości w poszukiwaniu bibliograficznych wpadek i nierzetelnego tworzenia cytatów. Życzyłbym wszystkim pracownikom naukowym i studentom, by z takim uporem cierpliwie docierali do oryginalnych źródeł różnych cytatów, które bezkrytycznie przepisują z wielu książek.

Zwracam się także z apelem: rozgłaszajmy, że cytat o promowaniu dobrych uczynków nie istnieje w Biblii. Jest to tylko współczesny niezbyt fortunny pomysł na lansowanie propagandy sukcesu i autoreklamę. Nie ma więc wiele wspólnego z public relations.

Czy kryzys świadczy o słabości marketingowego PR?

25 lutego, 2009

Takie pytanie rodzi się podczas analizy działalności komunikacyjnej instytucji finansowych nie tylko w Polsce. PR-owcy bowiem byli wykorzystywani i są przede wszystkim jako spolegliwe narzędzie do promocji produktów bankowych podobnie jak reklama i inne narzędzia marketingu. Nie uczestniczyli w strategicznym zarządzaniu przedsiębiorstwem i nie mieli też szans na ostrzeżenie przed skutkami nieroztropnych decyzji godzących w interesariuszy. Rozmawialiśmy o tym podczas pierwszych na Uniwersytecie Warszawskim „Debat PR”, w których wzięli udział praktycy i teoretycy public relations. Zadałem tam na początek dyskusji kilkanaście pytań, jak na przykład:

Czy można było uniknąć tak dużego rozmiaru kryzysu finansowego, gdyby PRowcy zauważyli wcześniej symptomy sytuacji kryzysowej? Czy coś ukrywano przed społeczeństwem?  Czy to było możliwe?  Czy bankowi  PRowcy mieli dostęp do takich informacji? Jeśli nie, to czy dlatego, że podlegają marketingowcom i nie uczestniczą w zarządzaniu firmą (dowiadują się z działu marketingu o zadaniach promocji gdyż tylko to należy do zakresu ich działań?), czy też dlatego, że mają do spełnienia jedynie rolę rzecznika prasowego – zawsze lojalnego wobec przełożonych, których decyzje mają obowiązek bez dyskusji realizować. Jakie jest umiejscowienie PR w strukturach organizacji i zarządzania instytucji finansowych? Czy są częścią zespołu d/s planowania komunikacji publicznej tej instytucji?

Czy, wyciągając wnioski z obecnej sytuacji kryzysowej, nie powinniśmy dążyć do nowego zdefiniowania „społecznej odpowiedzialności banków i innych instytucji finansowych”?
ZAUWAŻMY: Każdy bank na swoich stronach internetowych ma np. zakładkę: społeczna odpowiedzialność. Pod tą nazwą mieszczą się: fundacje i stowarzyszenia charytatywne, wolontariat i programy edukacyjne  czyli programy finansowego współudziału lub też samodzielnego udziału banku w różnych inicjatywach charytatywnych i edukacyjnych, z których korzysta społeczeństwo.  Nie obejmuje jednak  bardzo prostego w swej istocie zobowiązania, że wszystko co dana instytucja finansowa wykonuje, oferuje, proponuje i realizuje służy społeczeństwu, nie przynosi mu szkody. Takie są zapewne oczekiwania społeczne, ale czy nie są one idealistyczne i niemożliwe do spełnienia, gdyż nie dają się pogodzić z zadaniem przynoszenia zysku tej instytucji finansowej i jej akcjonariuszom? I dlatego w naszych umowach zawieranych z instytucjami finansowymi ich prawa są bardzo wyraźnie artykułowane, a nasze pisane mniejszą czcionką, jeśli w ogóle jest tam dla nich miejsce? Takie dokumenty są przygotowywane chyba przy udziale PR-owców….

Co oznacza w praktyce: komunikacja publiczna instytucji finansowej? Jakie są jej funkcje? Przed kim odpowiada osoba  zajmująca się komunikacją publiczną? Jakie są granice lojalności tej osoby wobec firmy, a jakie wobec klientów, interesariuszy? Jak rozumieć lojalność i jak praktycznie rozwiązać problem lojalności wobec otoczenia, jeśli wymaga ona działania niekoniecznie na rzecz pracodawcy?

Czy o lojalności wobec społeczeństwa można mówić tylko w środowisku dziennikarskim? Czy takie samo pojęcie lojalności egzystuje w świadomości doradców finansowych i analityków? Jak jest ich rola w procesie komunikacji społecznej? Ale oni nie działają w próżni. Nie istnieją bez mediów. Zatem jaka jest rola mediów publicznych i komentatorów w nich występujących?

Czy kryzys świadczy o słabości PR i dziennikarstwa, gdyż ani jedni ani drudzy nie byli w stanie cokolwiek zrobić?

Nie na wszystkie pytania można udzielić mądrych, uargumentowanych odpowiedzi – rodzą się bowiem natychmiast następne pytania, ale powinniśmy je głośno zadawać i szukać odpowiedzi.

D.Tusk uczy kultury politycznej

26 stycznia, 2009

Decyzję Premiera o przyjęciu dymisji ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego uważam za najbardziej rozsądną i logiczną, gdyż tego oczekuje się w każdym prawdziwie demokratycznym państwie, w którym obowiązują pewne standardy zachowania polityków. Szkoda tylko, że tak późno, gdyż okazji do podobnych kroków miał już wiele. D. Tusk wreszcie zaczyna przypominać naszym elitom o potrzebie zachowania kultury politycznej i ponoszenia konsekwencji nie tylko za swoje osobiste błędy ale także i swoich podwładnych.

Z komentujących to wydarzenie wypowiedzi licznej rzeszy polityków, niestety, wyziera rozpaczliwy wręcz brak elementarnej wiedzy o sensie kultury politycznej. Są natomiast przebąkiwania o jakimś “dyktacie pijaru, uleganiu kultowi sondaży i wizerunku”, czy też “akcji pijarowskiej” lub “dymisji wizerunkowej”. Kompletny brak oczytania, “Cicer cum Caule” jak pisał J. Tuwim już dawno temu.

Te polityczne komentarze “grochu z kapustą” sprawiają smutne wrażenie, że ich autorzy nie rozumieją sensu i społecznego znaczenia zarówno pojęcia “kultura polityczna” jak i “public relations”, co niewątpliwie wyjaśnia przyczynę błędów, ale wcale nie tłumaczy. Nie tłumaczy, dlaczego nie potrafią pamiętać, że są to dwie kategorie godnych uwagi pojęć poświadczających istnienie praktyki szanowania i prowadzenia dialogu społecznego z obywatelami. Musimy więc wciąż przypominać, że PR to nie tylko promocja i propaganda własnego “życzeniowego” wizerunku, ale także sztuka osiągania kompromisu i podejmowania trudnych decyzji personalnych. Minister Z. Ćwiąkalski mógł, zaraz po otrzymaniu informacji o nagłej śmierci mordercy w celi więziennej (trzeciej osoby związanej z tą samą sprawą), zawiesić w czynnościach służbowych wszystkie osoby odpowiedzialne za nadzór nad bezpieczeństwem więźniów. Za niego zrobił to później Premier, i na inkryminowaną listę dopisał pana Ministra. Logiczne w konsekwencji zdarzeń, gdyż takie powinny być standardy kultury politycznej i reagowanie w dwustronnej komunikacji publicznej. Tego mamy chyba prawo domagać się od wszystkich decydentów.

2008 - Chciwość rządzi światem

3 stycznia, 2009

Kpiną ze zdrowego rozsądku nazywam oszustwo jakiego dokonał Bernard Madoff defraudując 50 miliardów dolarów, i który później przed kamerami telewizyjnymi prezentował się z miną człowieka pytającego retorycznie: a co mi zrobicie? Tłem tej malwersacji nie jest przecież tylko bezgraniczna chciwość samego Madoffa, ale także tych, którzy powierzali mu pieniądze licząc na krociowe zyski. Kontekst chciwości nasuwa się również przy analizie przyczyn powstania światowego kryzysu finansowego, niezależnie od potrzeby zbadania roli dziennikarzy i specjalistów public relations, którzy nie potrafili wcześniej profesjonalnie zareagować na symptomy pojawiającej się sytuacji kryzysowej. Pytanie, jak dalece chciwość zaraziła już środowisko ludzi pracujących w PR? Jak dalece i w tym środowisku rzeczy materialne stają się ważniejsze od osób? Jak wielu jest chciwców w tym zawodzie kochających bardziej pieniądze, sławę niż ludzi? Jak wielu z nich nawet nie znajduje czasu, by pomyśleć o udzieleniu komuś bezinteresownej pomocy. Ileż prawdy znajdujemy w zdaniu: przerażająco biedny jest człowiek, który ma jedynie pieniądze.

W 2008 roku po raz pierwszy mieliśmy w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego do czynienia z przypadkiem zażądania pieniędzy za udział w spotkaniu ze studentami przez gości specjalizujących się w kształtowaniu wizerunku. Winię siebie za to przykre doświadczenie. Błędem było naiwne przeświadczenie, że chciwość nie doszła jeszcze tak daleko do środowiska ludzi nazywających się PR-owcami. Może jeszcze większym błędem był pomysł wybrania tych właśnie ludzi, z którymi chcieliśmy się spotkać na uczelni. Ostatecznie dobrze się stało - Uniwersytet Warszawski pozostaje wciąż miejscem, gdzie uczymy się pozytywnych zachowań.

2008 rok zapalił nam więc żółte światło ostrzegawcze - zacznijmy zwracać więcej uwagi na etykę gdy światem rządzi chciwość nakręcająca jak spiralę żądzę posiadania pieniędzy i dóbr materialnych. Konsumpcja i globalny marketing to bliźnięta, które nie lubią etyki, podczas gdy zdrowy rozsądek podpowiada, że może to mieć smutne dla człowieka konsekwencje. Jednym z najlepszych mechanizmów kontroli nad nieetycznym i nieuczciwym PR i jednym z najefektywniejszych nacisków, by PR stał się społecznie odpowiedzialnym, jest dobrze przygotowany klient - odbiorca komunikatów PR-owskich oraz media publiczne, które mają pełnić funkcje kontrolną wobec władzy i wszystkich instytucji działających w społeczeństwie. Mówmy sami także o etyce PR głośno i często, pokazując przykłady godne naśladowania. Jeśli nawet dla wielu z nas etyka PR jest tylko metaforą to także już dobra i optymistyczna wiadomość - metafory nikomu nie uda się zniszczyć.

“Pijarowana wędlina”

17 grudnia, 2008

Kilka dni temu reporterzy TVN pokazali film (>>KLIKNIJ<<) o metodach odświeżania wędlin i rozmrażania kurczaków, które stosowane są przez pewien personel całodobowych delikatesów w centrum Warszawy. “To się nazywa odnowa biologiczna. Ludzie wszystko zjedzą, tak jak świnie” - mówiła jedna z pracownic tego sklepu. W jednym z komentarzy do pokazywanych praktyk marketingowych usłyszeliśmy także prof. Wojciecha Gasparskiego, który stwierdził brak potępienia społecznego dla tego rodzaju działań “polerowania i pijarowania wędlin”. Prof. Gasparski jest znanym w naszym kraju znawcą i orędownikiem etyki biznesu, i jak do wczoraj sądziłem, także nie jest mu obca wiedza o public relations. Nie sądziłem jednak, że tak szybko poddał się atmosferze obwiniania PR za wszystkie grzechy nieuczciwej promocji i z PR kojarzy zwyczajne oszustwo, fałsz, brak skrupułów i łgarstwo. “Pijarowana wędlina” - czy ktoś słyszał wcześniej tak kreatywny opis PR?! Nie biję jednak braw Profesorowi.

Obawiam się, że powinniśmy wszyscy, wiedzący coś więcej o profesjonalnym public relations, uderzyć się w swoje piersi. Także w Radzie Etyki PR. Czy nie możemy zwracać więcej uwagi na codziennie używany język nie tylko profesorów, polityków i dziennikarzy, którym opisuje się public relations w naszym kraju? Czy nie powinniśmy reagować, gdy PR owi przypisuje się cechy i działania nie mające z profesjonalnym PR nic wspólnego, gdyż PRu nie można łączyć z pospolitymi przestępstwami nazwanymi przecież po imieniu we wszystkich kodeksach etycznych.

Publicity łatwiejsze niż rządzenie krajem

1 grudnia, 2008

Pierwszy rok rządów ekipy Donalda Tuska wzmacnia argumenty dowodzące, że skupia on wielu gorliwych specjalistów dbających bardziej o wizerunek premiera i rządu PO niż o spełnienie obietnic składanych szczodrze nam wszystkim w kampanii wyborczej. W skrócie nazywane to jest przerostem formy nad treścią - pielęgnowaniem  przede wszystkim dobrych relacji z mediami zamiast sprawowania czy też realizowania solidnej władzy wykonawczej.

Patrząc na ten miniony rok np. z warsztatowej perspektywy realizatorów kampanii społecznych i porównując poszczególne etapy ich przeprowadzania z tym, czego byliśmy świadkami od ostatniej kampanii parlamentarnej, należałoby bardzo wysoko ocenić tylko pierwszy etap tej kampanii. Zaliczam do nich przeprowadzenie zwycięskch dla PO wyborów i zaplanowanie strategii działań. Już jednak następne etapy realizacji przyjętych planów i wytyczanie kolejnych taktycznych celów budzą liczne wątpliwości i mnożą znaki zapytania. Zamiast stukotu młotów wykuwających  w tej kuźni  mądre decyzje słyszymy jazgot kurnika, ale jaj nikt z niego też nie wynosi. Nie ma zapowiadanych cudów i wielkich projektów narodowych także nie widać. Gdzieś się już gubią nasze nadzieje, a w pamięci pozostają jedynie wojenki PO z PiSem czy  ludyczne zabawki posła Palikota ze sztucznym penisem czy łbem świni. Żaden z tych rekwizytów nie pasuje zresztą do Komisji “Przyjazne Państwo”.

Dmuchanie przez wielu polityków w balon partyjnego tylko wizerunku i bezustanna wymiana ciosów z opozycją ma wpływ na coraz większe zniechęcenie społeczne. Znamienne, że właśnie wczoraj - w rocznicę rządów  D. Tuska - 97 procent telewidzów  uczestniczących w sondzie SMS programu “Tomasz Lis na żywo” stwierdziło, że nie są dumni z polskich polityków. Na szczęście już inaczej, to znaczy bardziej rozsądnie i umiarkowanie zachowuje się sam Premier, który nie mówi teraz o cudach i szufladach pełnych ustaw, tylko w ostatnią niedzielę skromnie zapowiedział, że: ’spora część naszych obietnic zostanie spełniona”.

Obawiam się, że przez ten rok wyrządzono wiele krzywdy wszystkim profesjonalistom PR i zaszkodzono samemu wizerunkowi public relations, gdyż wielu polityków zastępowało brak owoców swojej solidnej pracy pustosłowiem i autoreklamą, niesłusznie przez nich i przez dziennikarzy nazywaną PR-em zamiast propagandą wirtualnego sukcesu. Drugi wniosek jest także smutny. Okazuje się, że nie zawsze kompetentni i dobrze przygotowani eksperci public relations przynoszą pożytek rządowi. Gdy jest ich zbyt wielu, chcąc uzasadnić potrzebę swego istnienia, wytwarzają wokół siebie tyle zamieszania medialnego, że mamy do czynienia z wyraźnym nadmiarem formy i jesteśmy wręcz głodni konkretnej treści. Zapewne tak dobremu samopoczuciu zbiurokratyzowanych urzędników wizerunkowych sprzyja brak autentycznych sukcesów rządu, którymi można byłoby się pochwalić. W konsekwencji jednak frustracja społeczna może być jeszcze większa, gdy wszyscy politycy zapomną o lekcji pokory, jaką dostały w ostatnich wyborach przegrane partie i troskę o sprawy społeczne zastąpią bezmyślną walką o wizerunek. Dla tych wszystkich warto chyba adaptować pewne stare porzekadło: jeśli kura nie zniosła jajka to nie powinna gdakać. Gospodarz będzie miał powody do niezadowolenia i z braku satysfakcji poszuka innej kury.

Miejmy nadzieje, że takze w rządzie nie zapomniano, że PR to nie tylko proste, marketingowe działania wizerunkowe, ale permanentne komunikowanie publiczne poprzez dialog. Na początek drugiego roku rządzenia dobrze byłoby, żeby Centrum DIALOG było czynne przez wszystkie dni tygodnia.

Kryzys finansowy USA to także kryzys PR

21 listopada, 2008

Obserwowany od tygodni kryzys finansowy w USA zmobilizował już do radykalnych decyzji rządy wielu państw. Szuka się także winnych zaistniałej sytuacji i wymienia na liście do ukarania prezesów i zarządy poszczególnych banków czerpiących krociowe zyski, gdy ich firmy w rzeczywistości stały nad przepaścią lub nawet już w niej były, ale sprytnie ukrywały to przed otoczeniem. Czy to są jedyni winowajcy? Kto wspierał i pomagał tym prezesom wbudowaniu pozytywnego ale fałszywego wizerunku, w przekonywaniu wszystkich interesariuszy, że jest świetnie, rozwija się, rośnie itp…. (?)   Przecież to nie była wirtualna grupa krasnoludków z czapkami i logo PR, ale bardzo wyspecjalizowane (i jak sądzę także sowicie wynagradzane) służby zajmujące się korporacyjnym wizerunkiem i PR usług bankowych. Zapytajmy ich teraz, jak rozumieją godność zawodową PR-owca, który miał pełne usta frazesów o swojej etyce.
Czy nie powinniśmy dziś bardziej surowo oceniać pomysły łączenia PR z marketingiem? Czy mamy spokojnie wysłuchiwać postulatów, by PRowcy zajmowali się tylko działalnością promocyjną i to za wszelką cenę - bez oglądania się na etykę? Czy nie jest błędem występowanie niektórych PRowców w roli rzeczników prasowych, a tym samym skazywanie się tylko na reprezentowanie interesów swojego szefa i nie oglądanie na interes otoczenia?
Amerykański krach finansowy jest poważnym ostrzeżeniem dla wszystkich PRowców na świecie zajmujących się finansami (i nie tylko): nie bierzcie udziału w promocji wirtualnych osiągnięć i w propagandzie sukcesu, ale szukajcie w sobie odwagi, by powiedzieć szefowi, że jest źle. Jeśli jesteś rzecznikiem to bądź także rzecznikiem interesariuszy a nie tylko swojego pana. Chyba, że chcesz razem z nim potem ponieść karę za swoją działalność współsprawcy.

Jeśli prawdziwe są twierdzenia, że polskie banki nie są narażone na kryzys “made in USA”, to byłaby to dobra wróżba dla polskiego PR finansów, które nie bierze złych wzorów postępowania zza oceanu.  Niestety, nie dotyczy to naszych niektórych krajowych polityków, którzy podobno uważnie obserwowali na wyjeździe prezydencką kampanię wyborczą w USA.  Po powrocie opowiadają, jak wiele się tam nauczyli - mam nadzieję, że nie uczyli się kuchni przygotowywania kampanii negatywnych bo te już chyba dobrze opanowali. Chciałbym wierzyć, że w roku polskich wyborów nie uraczą nas filmikami pełnymi wrednych pomówień i kłamstw o swoim rywalu a będą pamiętać, że amerykańskie sztaby wyborcze przed każdą decyzją robiły precyzyjnie segmentowane badania opinii. Mogliby tez skorzystać z innych pozytywnych wzorów i np. przygotować swoich kandydatów do zmierzenia się w pojedynku na dowcipy o sobie. Szybciej zapomnielibyśmy wówczas o wydzieraniu sobie samolotów czy krzeseł czy o groźbach “wykańczania” dziennikarzy. Może nawet nie pamiętalibyśmy, który ze znanych polityków mówił z trybuny sejmowej: “I żadne krzyki nas nie przekonają, że jak to mówią: białe jest białe a czarne jest czarne.”

Naukowcy o PR - komunikacja społeczna i propaganda?

8 października, 2008

We Wrocławiu odbył się I Kongres Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej, podczas którego omawiano także rolę public relations w publicznym komunikowaniu w naszym kraju. Warto zwrócić uwagę na fakt, że coraz częściej teorią i praktyką PR w Polsce interesują się przedstawiciele uniwersyteckich kierunków humanistycznych i medioznawcy, a nie tylko reprezentanci studiów ekonomicznych i marketingu.  Dowodzi to wzrastającego znaczenia public relations w naszym codziennym życiu i jego dużego wpływu na toczący się dyskurs w wielu sprawach publicznych. Uczestnicy dyskusji w ramach kongresowej  “sekcji public relations” przyjęli jednomyślnie wniosek o monitorowaniu wszystkich prac naukowych w naszym kraju (na poziomie rozpraw doktorskich i habilitacyjnych) poświęconych public relations i komunikacji społecznej w celu wyróżniania najlepszych i wskazywania tendencji rozwojowych tej dziedziny publicznej komunikacji, które mogłyby być dokładniej omawiane na krajowych seminariach naukowych (więcej o konkursie na najlepsze prace naukowe można dowiedzieć się na stronie www.ptks.pl).

W I Kongresie PTKS uczestniczyli licznie także naukowcy z kilku krajów europejskich oraz z USA. Z przedstawionych prezentacji dowiedzieliśmy się, że szczególnie w marketingu wyborczym nie ma już znaczących różnic między naszymi krajami. Byłem natomiast zawiedziony wystąpieniami medioznawców amerykańskich mówiących o marketingu politycznym, którym public relations wciąż kojarzy się przede wszystkim z propagandą polityczną i manipulacją. Więcej - z perspektywy ich doświadczeń i obserwacji codziennej praktyki public relations i etyka to oksymoron. Zastanawiam się, jak dalece jest to obiektywne spojrzenie na amerykański PR czy też bardzo subkietywna ocena oddająca atmosferę toczącej się kampanii i wyborów prezydenckich w USA?

Publicyści od pustosłowia i nieznanego PR

20 sierpnia, 2008

Żyłem, jak się okazuje, w błędnym przeświadczeniu, że mamy w Polsce dobrze wykształconych dziennikarzy, a szczególnie wysoko ceniłem pod tym względem publicystów. Niestety, myliłem się, o czym przekonała mnie lektura dwóch kolejnych wydań “Super Expressu”, który opublikował dwa teksty: pierwszy “Polska polityka PR-em stoi” i drugi “Polityka nie zawsze PR-em stoi”. Nazwisk autorów nie wymieniam, gdyż nie chciałbym im sprawiać dodatkowych przykrości - są młodzi i jeszcze mogą się poprawić.
Obu Panom PR kojarzy się tylko z propagandą, kłamstwem i pustosłowiem: PR to “robienie rzeczy wyłącznie pod publiczkę”, czy zachowywanie się tak, “by ludzie to kupili”. Nie wiem, dlaczego ci autorzy lekceważą fakt, że z niebezpieczeństwem propagandy mamy do czynienia wówczas, gdy nie ma wolnych mediów i wówczas takiej konfrontacji różnych (bardziej mądrych i nie zawsze mądrych) opinii po prostu nie byłoby. I dzięki temu mamy warunki do rozwijania PR jako swobodnego dyskursu o rzeczach publicznych dotyczących nas wszystkich.
Pisanie w XXI wieku o public relations jako synonimie propagandy czy marketingowych technik sprzedaży jest tak żałosnym potwierdzeniem braku oczytania w dostępnej literaturze, iż tylko ze względów humanitarnych “spuśćmy zasłonę milczenia”, by bardziej nie zawstydzać. Szkoda tylko, że tak nieprawdziwe informacje idą do łatwowiernych czytelników.
Dwa lata temu, według badań ogólnopolskich, co trzeci dorosły mieszkaniec naszego kraju wiedział, czym jest PR. Ta proporcja zdaje się wciąż być aktualna w środowisku polskich dziennikarzy w 2008 roku. Niestety.

Jerzy Olędzki

Narkotyzowanie wizerunku Premiera

20 sierpnia, 2008

Zastanawiające, jak wiele osób niepokoiło się w ostatnich dniach skutkami palenia przez Donalda Tuska marihuany w latach jego młodości. Niektórzy politycy wręcz sugerowali, do jak poważnych zmian w mózgu może to doprowadzić, a mniej pesymistyczni martwili się o pogorszenie wizerunku premiera. Jak to wyznanie prawdy przyjęli mieszkańcy naszego kraju?
Najkrócej rzecz ujmując: obojętnie. W sondażu przeprowadzonym 15 maja br. przez IQS Quant Group dla portalu Gazeta.pl, ponad połowa (52%) pytanych osób odpowiedziała, że wizerunek premiera Donalda Tuska po tym, jak przyznał się do palenia w młodości marihuany, nie zmienił się. Dla 18 % nawet ten wizerunek się polepszył. 30% było zdania, że wizerunek premiera na tym ucierpiał.
O tym, że Donald Tusk palił marihuanę w latach swojej “burzliwej młodości” pisano, jak przyznał to sam premier, już kilkanaście lat temu. Gdyby więc teraz zaprzeczył, zostałby okrzyknięty cynicznym kłamcą - co byłoby zrozumiałym powodem dla wszystkich mediów i opinii publicznej, by premiera zmieszać z narkotycznym błotem. Sprawdza się mądrość, która też jest wymieniana jako motto dla wszystkich profesjonalnie etycznych PR-owców, że mówienie prawdy, nawet tej wstydliwej, jest zawsze najlepszym wyjściem. Zachowujemy bowiem szansę, by wciąż mieć kontrolę przy próbach podważania wiarygodności i podstaw pozytywnego wizerunku.

Jerzy Olędzki